Soul, Motown, glam and manic anthemic” but upon hearing Father of All…, it seems he got off lightly. Green Day’s new rock revolution sounds suspiciously similar to the “new rock revolution” of the early 2000s. After producing one of the defining protest records of the Bush presidency, Green Day might have been expected to produce a I feel Father of All… by Green Day: 6.81 Father of All…: 1 :) Fire, Ready Aim: 1 :) Oh Yeah: 0.75 Meet Me on the Roof: 1 :) I Was a Teenage Teenager: 0.75 Stab You in the Heart: 0.25 Sugar Youth: 1 :) Junkies on a High: 0.75 Take the Money and Crawl: 0.75 Graffitia: 1 8.25/10 = .825 -> 6.81 Father of All… is Green Day’s most recent Download Green Day - Father Of All Motherfuckers (2020) torrent for free, Downloads via Magnet Link or FREE Movies online to Watch in LimeTorrents Hash I completely understand why so many people dislike this album and they have every right to (and more power to you!), but I’ve always liked this record (even from release day, when I bought it and waited hours for that YouTube live show/release party they did that day), despite the lackluster reviews kind of dragging it down. Green Day's Billie Joe Armstrong on new album, F-bombs, why Grammys are 'like a bad prom'. Green Day is back and feeling leaner, meaner and louder than ever. "Father of All," out Friday, is the While there are several pop albums that lead the way, Green Day 's 2020 effort, Father of All Motherfuckers, was the highest ranked rock album to make the list, earning a score of 4.8, which was So Father of All Motherfuckers is the newest punk album from Green Day, it's more pop punk if anything, which isn't bad and it does use that title well in some places; but then there are also parts of this album that make me wince and want to crawl into a ball. Album dostupné na vinylu (LP) a CD ve 3 vydáních již od 257 Kč. Green Day 's Father of All je punkrockové album, které vyšlo v roce 2020. Jedná se o čtrnácté studiové album kapely, které kritici chválí pro jeho syrový a energický zvuk. Album bylo komerč Listen to unlimited streaming or download Father of All by Green Day in Hi-Res quality on Qobuz. Subscriptions from $10.83/month. Green Day: Father Of All Motherfuckers (2020) “No funciona ni como broma”. De que la carrera de Green day viene en picada desde hace un buen tiempo, no es novedad. Todos sabemos que su última intentona de nivel data de 2004 con American idiot y que desde ahí no han podido/sabido entregar un álbum que siquiera se pueda oír de corrido XalVL. Nie sądziłam, że taką przyjemność będzie mi sprawiało słuchanie nowego studyjnego albumu zespołu Green Day. Wiele lat temu polubiłam ich za energię i charakterystyczny styl, a kilka lat później zakochałam się w ich koncertowych wyczynach. Właśnie wydali trzynasty studyjny album, płytę Father of All Motherfuckers, przez którą poszłam spać po trzeciej nad ranem. Green Day wraca z charakterystycznym dla siebie powerem, zadziorem i daje znać, że nie zamierza zwalniać tempa. Nie ma się co oszukiwać, że Green Day to młodziaki. Wręcz przeciwnie. To zespół, który jest już po trzydziestce, tworzony przez muzyków zbliżających się do pięćdziesiątki. Z trzynastoma albumami na koncie, światowymi przebojami i kilkoma trudnymi momentami. Nową płytą pokazują, że donikąd się nie wybierają. Chcą się bawić, dawać ludziom dobrą energię. W swoim tempie, a do wolnego ono nie należy. W każdej recenzji i każdym artykule na temat Father of All Motherfuckers pojawia się Donald Trump. Amerykańska polityka, a w zasadzie amerykańscy prezydenci stali się nieodłączną częścią medialnego wizerunku Green Daya. Gigantyczny sukces albumu American Idiot, na którym zespół otwarcie nie zgadzał się z polityką zagraniczną prowadzoną przez George’a Busha mocno zdefiniował sposób, w jaki postrzegani są przez media i część fanów. Oczywistym wydawałoby się więc, że pisząc nową płytę muzycy nie oszczędzą Donalda Trumpa. Tymczasem Billie Joe Armstrong otwarcie przyznaje, że szkoda było mu czasu na pisanie piosenek o tym prezydencie. Aż chciałoby się powiedzieć, że starszy i bardziej doświadczony Billie Joe woli wyrazić swój brak poparcia, żeby nie powiedzieć brak szacunku, do polityka ignorując jego istnienie. Jedni powiedzą, że to źle, bo tak popularne osoby jak muzycy Green Daya powinni otwarcie wyrażać swoje niezadowolenie. Ja stoją jednak po stronie tej grupy, która cieszy się, że zespół nie dołącza do grona twórców kopiących się z koniem. Przedstawiciele amerykańskiej popkultury naprawdę mocno walczyli o to, żeby Donald Trump nie został prezydentem (choć jak pokazały przeprowadzone przeze mnie badania merytorycznie ich walka była pozbawiona przekazu), a później o to, żeby nie był nim długo. Teraz, gdy jest o krok o skończenia kadencji przyszedł czas, żeby odpuścić i spojrzeć na siebie, życie, emocje, otaczających nas ludzi. Niejako zignorować to, na co nie mam się wpływu. To właśnie zrobił Green Day na Father of All Motherfuckers. Przeczytaj też: Fenomenalny Green Day w Pradze! – relacja z koncertu z 2017 roku Wydał płytę, przy której nie sposób się nudzić. Płytę, której słuchanie sprawia autentyczną przyjemność. Zwłaszcza, gdy próbuje się wyłapać wszystkie inspiracje kryjące się w utworach. W ostatnich miesiącach, w Muzycznych szortach i Muzycznych wróżbach napisałam już trochę o tym albumie. Wszystko owiane było taką nutą niepewności, czy aby Father of All Motherfuckers nie okaże się albumem, o którym lepiej będzie zapomnieć. Green Day bywa nieprzewidywalny, co nie zawsze kończy się rewelacyjną muzyką. Nie twierdzę, że to najlepsza płyta w ich karierze – mając na koncie trzynaście albumów, w tym kilka wpisanych do kanonu najlepszych w historii rocka trudno oczekiwać albumu wybitnego, ale trudno jej zarzucić powtarzalność. Co można przemycić na albumie, który trwa mniej niż pół godziny? Odpowiedź jest prosta – dziesięć zgrabnie napisanych, dobrze zagranych, różnorodnych piosenek albo zlepek utworów zapychających krążek, którego nikt nie chce słuchać. Green Day, jak się pewnie domyślacie, wybrał to pierwsze rozwiązanie. Na Father of All Motherfuckers nie ma ballad. Można za taką uznać Junkies on a High, ale ustalając wcześniej definicję ballady. Nie ma chwili wytchnienia, jest za to interesująca podróż przez brzmienia, eksperymenty i zabawę. Pisząc ten tekst siedzę i nucę sobie Meet Me on the Roof, utwierdzając się w przekonaniu, że od czwartej piosenki ta płyta podoba mi się coraz bardziej. A zamykające ją Graffitia to utwór, który będzie idealnym utworem na zakończenie koncertu. Wiecie co jest w tej płycie najwspanialsze? Wszystkie 10 piosenek jest w swojej wymowie bardzo lekkie, nastoletnie wręcz. A mimo to nie brzmi banalnie, infantylnie, sztucznie. Green Day nie gra jak dekady temu. Nie stworzył drugiego Dookie, Warning czy American Idiot. Nie chciał, nie musiał. Ten zespół to marka sama w sobie, błyskawicznie wyprzedaje obiekty koncertowe w Europie, wciąż gra jedne z najlepszych koncertów jakich można doświadczyć. Nowym albumem przypomnieli mi, jak bardzo tęskniłam za ich energią. Album można kupić tutaj. 1. Father of All.. 2. Fire, Ready, Aim 3. Oh Yeah! 4. Meet Me on the Roof 5. I Was a Teenage Teenager 6. Stab You in the Heart 7. Sugar Youth 8. Junkies on a High 9. Take the Money and Crawl 10. Graffitia Green Day zawsze ceniłem przede wszystkim za jedną rzecz: mimo osiągnięcia statusu megagwiazdy muzycy pozostali wierni swoim punkowym ideałom. Choć zdarzało im się potknąć, to jednak w przeciągu całej swojej dotychczasowej kariery dorobili się kilku albumów wybitnych, spośród których każdy można przyporządkować innej grupie docelowej. Wczesne nagrania zgromadzone na składance „1,039/Smoothed Out Slappy Hours” oraz drugi pełnowymiarowy album „Kerplunk!” to taki punk, ale skomponowany i wykonany przez ludzi, którzy naprawdę znają się na tworzeniu muzyki i nie opierają swojej twórczości na przysłowiowym „trzy akordy, darcie mordy”. Albumy „Dookie”, „Insomniac” i „Nimrod” to elementarze podgatunku zwanego pop-punkiem w pierwotnym rozumieniu tego pojęcia, którym jest wymieszanie punkowego, wciąż opartego jedynie na przesterowanych gitarach elektrycznych, sznytu z chwytliwymi, przebojowymi melodiami. Płytą „Warning” zespół otwarł swój etap „nowożytny” i obrał kierunek (zarówno muzyczny jak i wizerunkowy), z którym jest kojarzony do dziś. Swoją pozycję na rynku muzycy przypieczętowali multiplatynowym albumem „American Idiot”, zaś za opus magnum ich kariery można uznać wydany w 2009 roku album „21st Century Breakdown”. Co jednak dalej? No cóż, wielka z założenia trylogia „¡Uno!”/„¡Dos!”/„¡Tré!” niestety nie udźwignęła ciężaru wielkości dwóch poprzednich dzieł, kolejny album, „Revoluton Radio”, również wypadł tak sobie. Najnowsza płyta jest kolejnym etapem pikowania w dół, jednak tym razem jest tak z konkretnego powodu, na potrzeby którego przywołałem na wstępie wierność Green Day punkowym ideałom. Otóż między wierszami „Father of All Motherfuckers” jest dla członków zespołu jedynie dopełnieniem ich zobowiązań kontraktowych z wytwórnią Reprise Records, będącej filią Warner Bros., spod skrzydeł której z dniem wydania tej płyty się uwolnili. Należy więc sądzić, że dopiero w nowych barwach muzycy pokażą na co jeszcze ich stać, a dla swojej dotychczasowej stajni przygotowali parę kawałków na odp***dol, chcą wbić jej decydentom jak najboleśniejszą szpilę. Czy jednak w rzeczywistości jest aż tak niedbale i katorżniczo? Kilka przesłanek bez wątpienia na to wskazuje (prowokacyjny tytuł, okładka bazująca na tym samym projekcie co „American Idiot” oraz irytująco krótki, obejmujący jedynie 26 minut i 12 sekund, czas trwania albumu). Włączmy jednak płytę. Ci, którzy zapoznali się wcześniej z udostępnionymi utworami singlowymi i są fanami charakterystycznej barwy głosu Billie Joe Armstronga wiedzą, że otwierający całość numer tytułowy nie ma praktycznie nic z Green Day. Miałkie, wtórne riffy i nienaturalny falset wokalisty okraszony sporą dawką autotune’a nie wróży najlepiej. Jednak w niektórych następnych utworach da się wychwycić esencję stylu tria z East Bay. Najlepiej jest w „Stab You in the Heart” i „Sugar Youth”. W tym pierwszym melodia kojarzy się trochę z elvisowskim standardem „Jailhouse Rock”. Tekstowo zaś wyróżnia się „Take the Money and Crawl” skierowany najprawdopodobniej właśnie do Reprise Records. Całościowo jest to papka, ale wbrew pozorom ma to też swoją dobrą stronę: dowodzi, że dobrzy muzycy, mający autentyczny talent i dryg do tego co robią nie są w stanie zrobić stuprocentowo marnego i wymuszonego materiału, choćby nie wiadomo jak się starali. Pozostaje czekać na właściwego następcę „Revolution Radio”. 5,5/10 Patryk Pawelec GREEN DAY - FATHER OF ALL…„Father of All…” to 13 studyjny album amerykańskiego rockowego zespołu Green Day. Według głównego wokalisty - Billie Joe Armstronga album brzmi jak: „The New! Soul, Motown, glam i hymn dla szalonych punków i maniaków”. Cokolwiek miał na myśli - brzmi czasem trwania 26 minut i 16 sekund jest to najkrótszy album Green Day, który przewyższa w tej materii nawet ich debiutancki album z 1990 roku "39/Smooth, ten miał" "aż" 31 minut i 13 sekund!Spis utworów:1. Father Of All... 2:312. Fire, Ready, Aim 1:523. Oh Yeah! 2:514. Meet Me On The Roof 2:405. I Was A Teenage Teenager 3:456. Stab You In The Heart 2:107. Sugar Youth 1:548. Junkies On A High 3:069. Take The Money And Crawl 2:0910. Graffitia 3:18Spis utworów:1. Father Of All... 2:312. Fire, Ready, Aim 1:523. Oh Yeah! 2:514. Meet Me On The Roof 2:405. I Was A Teenage Teenager 3:456. Stab You In The Heart 2:107. Sugar Youth 1:548. Junkies On A High 3:069. Take The Money And Crawl 2:0910. Graffitia 3:18Dane szczegółoweEAN: 0093624897637Format: CDNośnik: CDLiczba nośników: 1Data premiery: wysyłki: 24 godzinyWydawca: WARNER MUSIC fot. mat. pras. Niewiele ponad trzy lata po premierze albumu „Revolution Radio” amerykańskie trio wraca z krótkim zestawem szybkich, pop-punkowych utworów, których anty-bohaterami są nie tylko politycy – z Donaldem Trumpem na czele – ale również… użytkownicy mediów społecznościowych.„Father Of All Motherfuckers” (w oficjalnych materiałach promocyjnych ostatnie słowo tytułu zostało wykropkowane) nie mogła być takim wydarzeniem, jak słynna „American Idiot” (2004), ani też nie miała szans zebrać tak dobrych recenzji, jak pomnikowa punk-opera „21st Century Breakdown”. To już było i… nie wróci więcej. I nie dlatego, że „załoganci” z Green Day nieco już posiwieli i wyłysieli, ale raczej z tego powodu, że… nie wchodzi się dwa razy do tej samej z tego powodu 13 już studyjny krążek Kalifornijczyków jest szybki i mocny niczym cios Anthony’ego Joshuy – a wspomniane i wręcz epickie formy, w których punk i hard core sąsiadował z operą, psychodelią i Bóg wie czym jeszcze, stały się historią – sprzed 15, jak i 10 lat. Dziś Billie Joe Armstrong, Mike Dirnt i Tré Cool stawiają na krótkie, szybkie tematy, przez co album trwa tylko 26 minut! Ostro, szybko, melodyjnie! Samo mięso lub – w wersji dla vegan – świeże, soczyste tofu!Mnie, jako średnio zaangażowanemu fanowi Green Day, który cieplej wspomina ich pierwszy występ w Polsce (Białystok, 1991 rok), niż późniejsze „wygłupy” na płytach „Dookie”, „Insomniac” czy „Nimrod”, najnowsza produkcja trio od razu wpadła w ucho. Ale też nie jest to oczywiście wydarzenie epokowe – raczej fajny zestaw bezpretensjonalnych i energetycznych numerów, które idealnie nadają się do biegania lub jazdy autem. A wreszcie nie można nie docenić tego, że w żaden sposób muzyki zespołu, którego członkowie liczą razem… 147 lat, nie można nazwać „emeryten-punkiem”.Oczywiście tekstowo Amerykanie nie odkrywają… Ameryki – tak, jak na „American Idiot”, który był krytyką rządów George’a W. Busha. Tym niemniej dostaje się na tym krążku Donaldowi Trumpowi, który powoduje u Armstronga… biegunkę. Są tu też wspomnienia z pełnego głupich wybryków dzieciństwa („I Was a Teenage Teenager”), ale nie brak krytyki materializmu („Take the Money and Crawl”), a także narastającego wyobcowania użytkowników mediów społecznościowych („Oh Yeah!”).Brzmieniowo na „Father Of All Motherfuckers” dominują oczywiste, surf-pop-punkowe petardy („Father Of All…”, „Fire, Ready, Aim”, „Junkies on a High”) – czasem z obowiązkowymi chórkami („Graffitia”), ale bywa, że ocierające się niebezpiecznie o teenage’owe brzmienia („Meet Me on the Roof” i – nomen omen – „I Was a Teenage Teenager”). Mimo jednak pewnej „treściwości” nowego materiału, Billie Joe, Mike i Tré Cool trochę „pokombinowali” z dźwiękami, dzięki czemu płyta nie nuży. Podobać się może zwłaszcza „Stab You in the Heart” – stylizowany na rock’and’rolla z lat 60. – oraz biegunowo inny, poszarpany i nerwowy „Sugar Youth” z przesterami i tak brzmi punk w 2020 roku, to ja jestem na tak!Artur Szklarczyk Ocena: 3,5/5 Tracklista: 1. Father Of All… 2. Fire, Ready, Aim 3. Oh Yeah! 4. Meet Me on the Roof 5. I Was a Teenage Teenager 6. Stab You in the Heart 7. Sugar Youth 8. Junkies on a High 9. Take the Money and Crawl 10. Graffitia